z grupy dyskusyjnej: pl.misc.kolej
Autor: kowal
m-kowalski@niedasie.wp.pl

 

dolarek.com
Witam,

Przedstawię Wam fotorelację z mojej ubiegłorocznej podróży po pograniczu polsko - białoruskim oraz polsko - ukraińskim. Relacja będzie zawierała zdjęcia nie tylko torów, stacji oraz infrastruktury kolejowej, ale również inne miejsca, które spotkałem po drodze, a które wydały mi się godne uwiecznienia. Zatem zaczynamy.
Trasa wyprawy przedstawia się następująco:
(Lublin) - Białystok Fabryczny - Zubki Białostockie - Jałówka - Cisówka - Siemianówka - Hajnówka - Czeremcha - Terespol - Włodawa - Dorohusk - (LUblin). Ze względu na praktycznie zupełny brak dostępności tych miejsc przy pomocy pociągu, wyprawa odbyła się z użyciem auta.
Wyjechałem z Lublina upalnej lipcowej soboty ubiegłego roku, kierując się na północ krajową dziewiętnastką. Po czterech godzinach, z czego pół straciłem klucząc ulicami Białegostoku dotarłem na stację Bstok Fabryczny, skąd formalnie zaczęła się poznawcza część wycieczki.
Budynek dworcowy stacji jest - jak się spodziewałem - zamknięty i zdewastowany.


natomiast dzięki kładce nad torami mogłem obejrzeć układ torowy z góry. Jak na boczną linię prowadzącą obecnie w zasadzie donikąd torowisko prezentuje się bardzo ładnie:


widok na wschód">

widok na zachód"> Na stacji dostrzegłem żurawia wodnego, który ostał się aż do dnia dzisiejszego, zapewne dzięki temu, iż przycupnął gdzieś na bocznej linii i został przeoczony przez wicher przemian, zmiatającemu zazwyczaj takie urządzenia z powierzchni ziemi:


Pora ruszać na wschód. Praktycznie od razu po wyjechaniu z Białegostoku zaczyna się las, który ciągnie się praktycznie bez przerwy aż do samej granicy. Zbaczając nieco z głównej drogi można dojechać do zagubionej w lesie miejscowości Żednia, w której znajduje się nieczynna stacja kolejowa.




Okaleczony semafor w torze głównym. Te po bokach jeszcze trwają, wciąż zabraniając wyjazdu na szlak.


"Strefa najwyższego zagrożenia" - tabliczka z takim napisem znajdująca się na leśnym przejeździe na zapomnianej przez ludzi i Boga linii, na której z rzadka pojawiający się pociąg towarowy jest intruzem i na której puszcza powoli odzyskuje co swoje, może budzić śmiech. Śmiech dziecka w rzeźni.


Koszarka - wydaje się przypadkowo rzucony przy torach budynek dawnego pracownika kolei. Obecnie zwykły budynek mieszkalny.

"Chałupa białostocka" - takim określeniem nazwałem charakterystyczny dla tych stron styl zabudowy: drewniany dom z trójskrzydłowymi oknami, z czego jedno otwierane do góry, obowiązkowy przeszklony ganek.


"Kto z Walił niech wysiada" - tą żartobliwą, dwuznacznie rozumianą anegdotką kierownik pociągu do Zubek informował jadących do Walił pasażerów, iż podróż dobiega końca. Obecnie pociąg już dawno nie jeździ, pasażerowie podróżują samochodem lub autobusem, aanegdotka pewnie już dawno umarła naturalną śmiercią zapomnienia.




Obecnie Waliły są jedynym poważnym generatorem ruchu towarowego na tej linii. Tutaj ładuje się drewno z okolicznych lasów.



Zubki Białostockie. Miejscowość na końcu linii kolejowej z Białegostoku. Na wielu mapach wydanych przed 1989 rokiem linia kolejowa urywała się w tej właśnie miejscowości.

Kolejna koszarka. Już za stacją Zubki, jakieś 2 kilometry od granicy. Tutaj pociągu już dawno nie widziano.

Tor w stronę granicy

i w stronę Zubek. Na tym szerokim rosną już drzewka.

Stację Zubki Białostockie powoli pożera las:





Budynek dworca znajduje się troszkę dalej od torów:


Nastawnia od strony białoruskiej nie oparła się wizycie ciekawskich:



Resztki pulpitu sterowniczego:







A ja podążam dalej na wschód. Nieoczekiwanie zatrzymuje mnie patrol Straży Granicznej. Jestem przekonany, że to nie był przypadek, iż spotkaliśmy się w pobliżu opuszczonej stacji kolejowej. Najprawdopodobniej ktoś z mieszkańców widząc kręcący się samochód na obcych numerach dał cynk do SG. Po krótkiej rozmowie, wylegitymowaniu i wyjaśnieniu celu podróży panowie puścili mnie wolno :) Podczas całej wyprawy byłem sprawdzany jeszcze dwa razy. Muszę przyznać, iż napotkani funkcjonariusze SG cechowali się bardzo wysoką kulturą osobistą. Żadnej chamówy, czepiania się, itepe.

Po spotkaniu ze Strażą Graniczną jadę dalej w stronę granicy. Po drodze spotkałem bociany zamieszkujące latarnię przejazdową. Ptaki powoli układają się do snu.

Tuż przed granicą w pobliżu toru znajduje się miejscowość Narejki oddalona od stacji Zubki około 5 km. W sumie pociągi osobowe mogłyby dojeżdżać aż tutaj. Jest tutaj trochę domów, na pewno ktoś by korzystał z tych pociągów. Brak mijanki? Można było zastosować wariant Cisówkowy, gdzie dałosię.
Zbliżamy się do granicy państwowej, która kilkadziesiąt lat temu - jak rzeźnik tętnicę - przecięła tą niegdyś ważną i ruchliwą magistralę zamieniając ją na dwa ślepo zakończone ogonki na siłę podłączone do dwóch obcych sobie organizmów.

A oto i sama brama do raju.

Sam most graniczny i tory idące przez niego są bez sensu. Przez cały odcinek Zubki - Granica Państwa tory normalny i szeroki idą oddzielnie, a na samym mostku łączą się w splot. Kiedyś, przy dużym ruchu tajnych pociągów transgranicznych przepustowość linii była poprzez to ograniczona, gdyż szlakiem Zubki - Brzostowica mógł w danym momencie poruszać się tylko jeden pociąg pomimo istnienia dwóch oddzielnych torów. Zresztą - zostawmy te dywagacje. Tymi torami nic już nie pojedzie, po stronie białoruskiej tory są rozebrane, co oznacza, że brama do raju została bezpowrotnie i nieodwołalnie zamknięta.

Tym oto sposobem pierwszy dzień wycieczki dobiegł końca. Noc spędziłem śpiąc w samochodzie tuż przy przejściu granicznym Bobrowniki. W nocy po raz drugi skontrolował mnie patrol SG.

Po w miarę względnym rozwidnieniu, kontynuowałem wyprawę kierując się na południe wzdłuż granicy szeroką żużlówką do miejscowości Jałówka oddalonej od Bobrownik o 18 kilometrów. Dopiero tam zaczyna się asfaltowa droga. Po drodze mijam Mostowlany - miejscowość położoną na samym końcu Polski, tuż przy granicy z Białą Rusią.




Kolejne chałupy białostockie - większość z nich położona jest prostopadle względem drogi, wejście znajduje się więc z boku.


Mostowlany pogrążone w śnie - jest 4:30 rano. Ale może jednak mimo wczesnej pory obserwują mnie czyjeś oczy? Całkiem możliwe, bo po dojechaniu do Jałówki po raz trzeci legitymują mnie pogranicznicy. Jadąc, już z daleka ich zauważam. Stoją, czekając aż się do nich zbliżę. Skąd wiedzieli, że przyjadę od tej właśnie strony?

W Mostowlanach kiedyś był sklep. Ale zlikwidowali. Dawno musieli zlikwidować, bo dojście zarosło już trawą.



Wschód słońca nad Białorusią.




Jałówka. Nareszcie asfalt!

Granica państwowa w Jałówce.



Szlak Jałówka - Zaleszany. Znów bez asfaltu. Ale ładnie się prezentuje w porannym słońcu.

Okazuje się, że mieszkańcy Zaleszan mają swoje okno na świat. Można tu dojechać PKS-em.

Cóż to za dwutorówka w środku lasu?

Poznajecie?

Jeśli dalej nie wiecie, to tutaj jest rozwiązanie

Wytężam wzrok na wschód, pod słońce, zoomując, a aberrujące chromatycznie szyny prowadzą prosto w oddali majaczącą podwójną bramę do raju pana z wąsami

Dla znużonego wędrowca oczekującego na poranny do Hajnówki czeka mini - hotelik. Cóż - luksusów to tu nie ma.

Kolejowe esy - floresy prowadzą poprzez zalew Siemianówka do stacji o tej samej nazwie.

Zalew Siemianówka - widok na północ

Most kolejowy.

Widoczną na zdjęciu z mostem groblą (tą na której stoję) można dojechać samochodem prawie do samej Siemianówki. Jest tutaj kilkanaście samochodów turystów. Niestety przeprawa możliwa jest tylko mostem kolejowym, a grobla urywa się na środku zalewu. Chcąc dostać się do Siemianówki trzeba wracać do Cisówki i objeżdżać cały zalew przez miejscowość Juszkowy Gród nadkładając dobre 25 kilometrów.

Siemianówka - tak blisko, a tak daleko.




Pomimo niedzieli udaje mi się ustrzelić ST44 z niewielkim bruttem jadącego do Świsłoczy.




Pociąg zbliża się do mostu na zalewie.




Jest już po drugiej stronie






A tu nagle niespodzianka. Całkiem nieoczekiwanie zza zakrętu wyłania się przeciwpociąg.






Peron w Siemianówce.


Punkt przeładunkowy między miejscowościami Planta i Mikłaszewo.



Narewka jest stacją nieprzyjazną podróżnym. Drzwi zamknięte. Nawet okna są szczelnie zabezpieczone przed intruzami. Ale w sumie czemu miałoby być inaczej - przecież pociągów osobowych już tu nie ma.


Nic nie chce jechać.


A cóż to za piękna łąka? Toż to linia kolejowa Lewki - Hajnówka.




Przy torach znalazłem takie oto coś. Ktoś gawari pa russki?


Semafor wjazdowy do Hajnówki. Nawet działa. Tylko dlaczego ma 3 komory?


Nie działa? No to się dobrze przyjrzyjcie.


Hajnówka. Leniwe niedzielne przedpołudnie.






Semafory wyjazdowe do lasu, znaczy się, na Bielsk.


i na Czeremchę.


Kolejna chałupa białostocka. Ta z kolei stoi ukośnie do drogi.


Koterka. Granica państwa. Znak zabrania zbliżania się do granicy.


Ale ciekawość korci: co jest po drugiej stronie?


No i proszę. Oto narzędzie Łukaszenki do dyscyplinowania niepokornych Polaków. Jest to stacja znajdująca się tuż za granicą po stronie białoruskiej obsługująca rurociąg Przyjaźń. Jak będziemy niegrzeczni, to Baćka przy pomocy tej właśnie stacji odetnie nam ropę.
Chcąc przekroczyć Bug muszę cofnąć się aż do DK19. W Niemirowie podobno jest prom, ale nie wiadomo czy kursuje w niedziele. Jadę więc chcąc nie chcąc na zachód. Po drodze mijam dwutorową linię Siedlce - Czeremcha.


Mosty na Bugu.


Terespol. Bus do Brześcia z kierowcą w ortalionowych spodniach od dresu i w japonkach na nogach. Zaczyna się klimat.


Granica państwa pod Terespolem. Niestety praktycznie na całej długości od Bobrownik aż po Dorohusk po drugiej stronie granicy są zasadzone widoczne na zdjęciu charakterystyczne drzewa o kolorze "oszronionej zieleni". Nawiasem mówiąc, jestem ciekawy, jaki to gatunek. Prawdopodobnie to pozostałość z czasów ZSRR, kiedy to zasadzono te drzewa, aby żaden szpieg nie mógł wyhaczyć, co znajduje się po drugiej stronie granicy.


Kolejne skrzyżowanie na końcu świata, tym razem w miejscowości Żuki. Po lewej Bug.


Granica na Bugu.




Nadbużańskie bociany w Żukach.


Cerkiew w... no właśnie gdzie? Z tego co pamiętam, to chyba w Okczynie, niedaleko Kodnia.










Zapomniany przystanek koło Jabłecznej. Ciekawe, czy odjeżdża stąd jakiś PKS...


Gdzieś niedaleko Włodawy zboczyłem w stronę granicy i przejechałem taką oto bramą. Ale nie jest to brama do raju. Jestem wciąż w Polsce.


A to już Włodawa. Tu kiedyś był most na Bugu, wysadzony w pierwszych dniach września 1939. Po stronie białoruskiej widać jeszcze tunel między drzewami śladem toru.


Przystanek PKS nieopodal stacji Włodawa. Kiedyś, gdy jeździł jeszcze pociąg z Chełma, czekał tu na niego H9, który zabierał podróżnych do Włodawy. Teraz, gdy pociągu nie ma, to i przystanek nie jest już nikomu potrzebny. Stoi sobie tak samotnie, całkiem bez sensu.


Gdzieś między Sobiborem a Włodawą.


Sobibór.




Dawna bocznica do dawnego obozu zagłady Obecnie zakończona kozłem.


Uhrusk. Budynek dworca.


Wnętrze pomieszczenia dyżurnego ruchu. Tu także ktoś już myszkował.




Ale - ciekawostka: drzwiczek do pieca jeszcze nikt nie ukradł. Może to tylko jakiś MK szukał kartoników? Wieża ciśnień w Uhrusku.


Przystanek PKS. Młodzież nudzi się.


Gdy dojechałem do Dorohuska, było już całkiem ciemno. Wycieczka dobiegła końca. Nie robiłem już żadnych zdjęć. Po krótkim odpoczynku, skierowałem się dwunastką na zachód prosto do Lublina.
-- pozdrawiam kowal m-kowalski@niedasie.wp.pl

 

 


mapa strony